Tajemnicze drzwi [NOWY]

Wersja do wydruku

Dawno, dawno temu bardzo bogaty człowiek podarował swoim dzieciom wielki i piękny pałac (por. Rodz. 2:8). Imponujące wnętrze wprawiło Jego pociechy w zachwyt – śnieżnobiałe ściany, bogato zdobione szczerym złotem ornamenty, wygodne meble, jedwabne zasłony, wszystko wokół czyste, lśniące i pachnące. Ojciec mówi do dzieci: „Ze wszystkiego możecie korzystać do woli, ale … pod żadnym pozorem nie wolno otwierać wam tych drzwi a nawet ich dotykać”, wskazując na jedne z wielu drzwi znajdujących się w tym obszernym pałacu. 

Czy rozpoznajesz tę historię?

Właściciel oddalił się, zostawiając dorosłe dzieci, aby nacieszyły się nowo otrzymanym bogactwem. 

„Ciekawe co tam jest …” – odezwała się Ewa.

Adam na to: „Przecież cały ten pałac jest nasz. Jest tak ogromny, że po co interesować się akurat tym, co jest za tymi drzwiami?” – machnął ręką. – „Mało ci miejsca?”

„Nie, ale…” – zaczęła Ewa.

„Witajcie” – nagle przerwał jej wchodzący do domu gość – „Znam waszego Ojca od bardzo dawna, zdecydowanie dłużej niż wy i powiem wam coś…”

Adam i Ewa z wielkim zainteresowaniem oczekiwali dalszych słów przybysza. 

„Gdyby On był szczery wobec was i naprawdę was kochał, nie miałby powodu mieć przed wami żadnych tajemnic, prawda?” – powiedział z przekąsem, zerkając niespokojnie w stronę drzwi wejściowych – „No nic, ale spieszę się, wpadnę do was jutro”. 

Zasiawszy ziarno ciekawości i nieufności do Ojca, tajemniczy gość wyszedł. 

„Wiesz co,” – odezwała się po chwili Ewa – „może tylko tak leciutko uchylimy te drzwi i zajrzymy co jest w środku, przecież nic się nie stanie. Tylko sprawdzimy, co takiego On ukrywa przed nami.”

„Hm, ale dlaczego tak stanowczo tego zabronił? Nawet nie kazał dotykać tych drzwi. Musi być jakiś powód. Ojciec nas kocha i nie zabraniałby nam czegoś bez przyczyny.” – waha się Adam

„No dobrze, ale czy to jest w porządku? Daje nam dom, który ma być nasz, a nie pozwala nam dotykać rzeczy, które w nim są?” – nie daje za wygraną Ewa

„Nie rzeczy, tylko jednych, jedynych drzwi." – koryguje Adam – „Czy nie można spokojnie żyć, trzymając się po prostu tej zasady? Przecież to co jest za tymi drzwiami nie jest nam potrzebne. Mamy wszystko, niczego nam nie brakuje.” 

„Nie, to nie tak. Ty niczego nie rozumiesz!” – oponuje Ewa – „Liczy się fakt, że On przed nami coś ukrywa.”

„A czy nie ma takiego prawa? Owszem cały ten pałac jest nasz, ale to On nam go podarował. Ile trudu musiało kosztować Go przygotowanie dla nas tak pięknego i wspaniałego miejsca. Spójrz, każdy drobiazg jest tu misternie wykończony: to bogactwo, kolory, przepych. Wdzięczność za to, że dał nam to wszystko, obliguje nas do tego, żeby uszanować Jego wolę i mieć respekt do tego co mówi. Po za tym przecież to nasz Ojciec. Należy mu się posłuszeństwo.” – Adam nie poddaje się.

„Ale zrobimy tak, że On się nawet nie dowie o tym. Tylko szybciutko zajrzymy, co…?” – Ewa podchodzi do tajemniczych drzwi, już nawet nie czekając na odpowiedź Adama. Ten, w zasadzie mógłby podbiec do niej odsuwając ją od nich, a następnie powiadomić Ojca o krnąbrnej córce. Jednak postawiony prawie przed faktem dokonanym stoi w bezruchu, pogodzony z faktem, żeby zobaczyć dalszy bieg zdarzeń. Czy jego bierność go usprawiedliwia?

Ewa wyciąga rękę w stronę drzwi, słysząc jeszcze w myślach stanowczy ton Ojca: „pod żadnym pozorem nie wolno otwierać wam tych drzwi a nawet ich dotykać”. Przez sekundę lekko się zawahała, po czym uchyliła wreszcie te, nie dające jej spokoju, tajemnicze drzwi. 

Nagle, wielki podmuch wiatru zza otwartych drzwi pchnął je z całym impetem tak, że uderzona nimi upadła na ziemię. Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Olbrzymie ciśnienie wytoczyło wielkie ilości czarnego, lepkiego pyłu podobnego do sadzy, która pokryła zupełnie wnętrze całego domu. Adam szybko podbiegł do nieszczęsnych drzwi zamykając je natychmiast. Kiedy pomagał wstać Ewie, usłyszał odgłos wchodzącego do domu Ojca. Cali umorusani sadzą – w dodatku wstydząc się tego, co zrobili i obawiając się spojrzeć Ojcu w twarz – ukryli się w łazience. 

„Gdzie jesteś Adamie i Ewo?” - słychać znajomy głos.

„Poszliśmy się umyć do łazienki, bo jesteśmy brudni.” – odezwał się pełen wstydu Adam.

Byli pewni, że odkryją tajemnicę Ojca, w taki sposób, że On się o tym nie dowie i wszystko będzie ‘w porządku’. A tutaj… jedna sekunda przyniosła takie skutki. Sadza, która doszczętnie ich pokryła nie dawała się zmyć, a wręcz wnikała w głąb ich ciał. Nie była to bowiem zwyczajna sadza. 

„Wyjdźcie z tej łazienki?” – zarządził stanowczo Ojciec

Adam i Ewa z drżeniem przed tym, co teraz będzie, stanęli przed obliczem Ojca. Zdawali sobie sprawę, jak wielkich szkód dokonali i jak trudno będzie je usunąć. Po za tym rozumieli, że w tym miejscu nie da się już mieszkać. 

Widząc ich zmieszane spojrzenia, zupełnie jakby czytając w ich myślach, On odezwał się: „Czy czegoś wam w tym domu brakowało?”

„Nie… mieliśmy wszystkiego pod dostatkiem” – odpowiedzieli skromnie.

„A może wymagałem od was jakichś wyrzeczeń i poświęceń ponad wasze siły?"

„Ale… to wina Ewy… to ona” – zaczął się tłumaczyć Adam

„To nie tak…, bo gdyby nie ten gość, który nas odwiedził… to wcale nie przyszłoby to mi na myśl.” – odbiła piłeczkę odpowiedzialności Ewa.

„Czy teraz mam wam dać kolejny dom, żebyście go zdewastowali? Może więc spróbujmy, jak pójdzie wam w mniejszym i skromniejszym domu, który sami będziecie musieli sobie urządzić. Wtedy może docenicie ile trudu kosztowało mnie przygotowanie dla was tak pięknego pałacu i zrozumiecie jak bardzo was kocham. Żebyście jednak wiedzieli, jak wielka jest moja miłość do was, nie zostawię was w takim stanie, bo wiem, że sami sobie nie poradzicie. Niestety, nie za waszego życia, ale za życia waszych potomków przyjdzie KTOŚ przeze mnie WYBRANY, kto ODNOWI TEN DOM i przygotuje PŁYN, którym będzie można usunąć brud z ciał waszych dzieci.”

Po wielu, wielu latach i pokoleniach potomkowie Adama i Ewy przyzwyczaili się, że tak wyglądają. Ich nieczystość względem pierwotnego stanu, którego przecież już nikt nie pamiętał, wydawała się im normalna. Nikt z nich nie był czysty, ale nie mieli pojęcia jak powinni wyglądać, bo każdy wyglądał tak samo. 

Gość, sprawca całego zamieszania regularnie odwiedzał ich, a wielu z nich już nie pamiętało, że ich rodzice żyli w przepięknym pałacu. Pomimo, iż zostawiona została im KSIĘGA w której wszystkie te wydarzenia z przeszłości oraz plan naprawy sytuacji były opisane, mało komu chciało się ją czytać. Jedni mówili, że jest to stara i nieużyteczna księga, inni znów twierdzili że są to baśnie. Gość natomiast wykorzystywał ich niewiedzę do dalszego obwiniania kochającego Ojca. 

„Dlaczego On każe wam mieszkać w tej marnej dziurze, podczas gdy sam opływa w dostatki i urządza uczty w swoim wielkim pałacu? On się cieszy, że wy tu klepiecie biedę. W niczym wam nie pomaga. Sam mówi o sobie, że jest wielki, bogaty, czysty i doskonały – a co wam daje? Patrzy tylko na was z góry i z was się śmieje. A może wcale Go nie ma” – drwił – „Może nie żyje, a może zapomniał o was. Po co mu tak marne stworzenia jak wy.”

Niektórzy z potomków Adama i Ewy znali i wierzyli w przekaz rodziców i księgę w której było wyjaśnione, dlaczego mieszkają teraz w takich warunkach. Tłumaczyli innym, że stan taki jest tylko przejściowy, ale nie da się tego przyspieszyć. Trzeba przygotować płyn myjący i musi przyjść osoba, upoważniona do przeprowadzenia tego wielkiego przedsięwzięcia. Wkrótce będą umyci, ich pierwotne dziedzictwo oczyszczone i będą mogli znów w nim zamieszkać. 

„To są bajki!” – mawiała większość ze słuchaczy tej historii – „Od tylu lat jest tak jak jest, a niby miałoby być inaczej? Zbyt piękne, żeby było prawdziwe.”

„Sami widzicie, Ojciec się o was przestał troszczyć.” – mawiał gość podsycając ich poczucie beznadziejności.

Podczas gdy Ojciec był bardzo pochłonięty przywracaniem pierwotnych idealnych warunków życia w domu, który na początku podarował dzieciom, ich potomstwo bezmyślnie dewastowało kolejny dom, wierząc ślepo we wszystko co mówił im gość. Wystarczy, że ten powiedział im: „Ojciec coś przed wami ukrywa, gdyż tam za ścianą jest ukryte złoto, albo diamenty”, a ci bez chwili zastanowienia brali kilofy i wybijali w ścianie dziurę, jedną, drugą i następną, aż fundamenty domu osłabiły się, tak w każdej chwili groziło mu zawalenie. 

Gościowi było wszystko jedno co się stanie z potomkami Adama i Ewy, przecież to nie jego dzieci, a on mieszkał gdzie indziej. Cieszył się chwilową władzą nad nimi i szydził z Ojca. Zależało mu natomiast bardzo na tym, żeby ci uwierzyli, że warunki w jakich żyją są normalne i żadnych innych spodziewać się nie mogą, i że ich Ojciec – o ile jeszcze istnieje – jest zły, okrutny i w ogóle mu na nich nie zależy. 

„Panie” – mówili do Ojca Jego słudzy – „Już niedługo skończy się to wszystko. Dzieci wrócą do domu, a tego gościa nie wpuścimy więcej do nowego pałacu, oddamy go pod Sąd i wtedy już wszystko będzie dobrze."

„Chwileczkę, to nie tak.” – powiedział sługom mądry Ojciec – „Przyjmę do tego domu tylko te dzieci, które szanują i słuchają mnie, a nie tego obcego gościa. Czy mogę zmusić kogoś, żeby mnie kochał? Albo czy mam na siłę myć tego, kto chce chodzić brudny i jest mu z tym dobrze? Jeżeli zaproszę tam wszystkich: krnąbrnych, brudnych i nieposłusznych, to przecież znów zdemolują ten dom.”

Nareszcie prace nad oczyszczającym płynem zostały zakończone. Ten, kto wierzył, że jest to prawda został zaproszony przez Ojca do tego cudownego dziedzictwa. Po krótkim czasie dom w którym mieszkali pozostali, cały podziurawiony i zdemolowany - zawalił się. 

 

Your rating: Brak Ocena: 4.4 (28 votes)